BERLIN

Judges, opera singers, cosmopolitan libertines, urban night owls, polymorphous party people, everyone I’ve met given access to the club with a camera looked for a way to see themselves in a light that’s far different from their everyday life. People with authority want to feel submissive, some seek refuge from recognizability, and others just want an escapade into regions they usually wouldn’t have a chance to delve into. It comes up from your needs. You can always walk away, a green light leads to the exit.

ODA DO BERLINA:

Kijanki, skrzek w moczarach
przez maczete nieprzecieta skóra dębow,
przez rose stępione skrzydla ptakow,
Co nie pozwalaja dorosnąć,

Dziewiczy czarnoziem źrodlem dla brudu potu, ogradzajacych go pali obrzezanych toporem pni emigrantow niedojrzalych modrzewi i sosn,
Co rosna w piaskownicy i w jej ruchomych glebach nie zapuszczaja korzeni

Bagna rozluzniajace grunt pod podwalinami,
Dla wszystkich tych co jeszcze nie zaczeli,
Nigdy nie skonczyli,
Ale tez tak na prawde nic nie rozpoczeli,

Dla bogactwa snow i bogactwa ich flory,
Dla zasuszonych lisci co nigdy nie spotkaly priomieni,
Dla mokrych organow rozrodczych zmieniajacy bakterie z tygodnia na tydzien,
Dla mechanicznych podraznien naszej mozgowej kory,
i dla wszystkich wymazów z pochwy.

Postawione posągi sa tak chwiejne jak chwiejne sa pierwsze namioty z napietej skory zwierzyny,
potem palatki harcerzy i dywersyjnych protestantów w lesie obok fabryki tesli,
potem wylegujacych sie ludzkich jaszczurow kiedy pierwszy promien dotknie skrawka niezgentryfikowanego terenu parku

W kolejce do posągu oczekujac na blogoslawienstwo kaplana klubu
Zawieszony miedzy podloga a glowa zakolczykowanego bramkarza powieszonego na linach za helix
lewituje przez cztery godziny czekajac na ostateczny osąd mojego wygladu,

Z ksiag i pradawnych encyklopedi wyuczony jestem koniecznego uniformu, gestow,
Wyprasowalem piurka na swoim plaszczu by dolaczyc do grupy malowanych ptakow,
Aby dotrzec na trzecie pietro wiezy wypelnionej egzotycznymi gatunkami wymieszanych genetycznie postaci i bezdusznych awatarow

Wszystko aby wtulic sie w poduszke bezpiecznego czasu,
Aby zaokraglic krawedzie kwadratowego budynku stojacego przedemna jak bog,
W srodku brak zawiasow za niezrealizowane obowiazki i kolorowe swiatla,
A moje zrenice zarabiaja dwa euro

Berlinie dales mi wolnosc, ale zabrales mi cel
Berlinie dales mi intensywnosc, ale odmowiles mi spokoju,
Berlinie bylem dla ciebie wyrozumialy, ale ty dla mnie cięty,
Jestem oskubany z energii, a ty idziesz w nieznana mi strone, wysmurgujac mi sie z reki

MAURYCY POLEWSKI

Berlin/warsaw

maurycy.polewski@dffb.de

+48 571372828