WYKRYĆ PROBLEM W NANOSCALE

Molekularni gońcowie to język napędu mojego życia, najbardziej intymna forma życia nakłaniająca mnie do podnoszenia kończyn. Permanentny marker na ławce w szkole z wyznaniem miłości i nienawiści, niezmazywalny ze spodni jak rozplaszczona guma do rzucia, zamrożony plemnik w bunkrze na Islandii z zapisem wieku w którym umrę. 
Więc od początku. 
Mój samolot się rozbił i mnie rekonstruowano, a moje synapsy zostały nakierowane by budować się w miejscach w których istniały przed wypadkiem. Odmroziłem się z wielkiej metalowej butli która podtrzymywała zeszkloną tkankę mojego ciała, w formie mało obiecującej. Prawdopodobnie po mojej śmierci, o której dopiero przyjdzie mi się dowiedzieć po czasie, która wydarzyła się podczas snu, gdy Skinheadzi napadli na squat w którym nocowałem podczas podróży autostopem przesztyletowali mnie w głowę, a rozbryzg obleciał w ściany jak gołębie po rzuceniu w ich strone stwardniałego bochenka chleba. 
Muszę nauczyć się używać rąk których dawno nie czułem, rozkruszyć co wysuszone. Kiedy próbuje ścisnąć puszkę po napoju z kofeiną od której po pierwszym łyku zrozumiałem czym znaczy tęsknota. Przymrozek daje Ci chwile na zreflektowanie nad wlasnymi nałogami i żadna wzmocniona kończyna nie rekompensuje odwilży smaku kawy pod parasolem podczas deszczu. Mimo wszystko zawsze wierzyłem, że wyjdę z kapsuły trochę lepszy, wzmocniony, taki jak zawsze chciałem, trzymający się diety i chodzący spać o tych samych godzinach, nieprzewracający się w łóżku do początku następnego dnia. Nie czekający na nadejście następnego dnia, to format w którym się najwyraźniej kocham. 
W wiosce w której się obudziłem mamy wszyscy po 90 lat i nikt nie wie ile jeszcze będziemy żyć. Zostało nam jeszcze bardzo długo, tak długo jak baterie naszych nerek się nie wyczerpią, a ludzie z których je przeszczepiamy nie przestaną się rozmnażać. 
Nie potrzebuje rąk do pracy, bakteria sama wybiera drogę wtłoczona do organizmu, aplikuje się sama, jak ja aplikuje do nowej pracy podczas snu. Mój organizm zaopatruje mnie w surowce potrzebne do przetrwania na poziomie odgórnie molekularnym. Jestem więc uzależniony od nano narkotykow dotykającego najmniejszych części mojej osobowosci. Siedzę na wózku inwalidzkim i oglądam krajobraz poszukując punktu gilgoczacego mnie od środka, który pozwolił bym mi pokonać raka siłą umysłu. 
Oficjalnie mamy w obozie trzy groby po kotach i 16 po chomikach, więc żeby nie zamienić podwórka w cmentarzysko przestaliśmy adoptować zwierzęta. Zdarzają się tu poranne sesje na harfie i wieczorne kąpiele w mleku przy świecach. Nie celebrujemy pogrzebów, bo sami w jakimś sensie jesteśmy chodzącymi sarkofagami.
Nie jestem przywyczajony do aż takiego zlepienia się z technologia, a moi znajomi zasypiają z telefonem przed oczyma. Światło niebieskie jak obłoki niebieskie przypominają nam tu o sielance. 
Nakradlismy z niepełnosprawności i z queeru, żeby wyjść z własnego ciała, a jak wyszedłem to jedynie ręka która sobie rytualnie obciąłem przynosiła mi te same sensacje sensoryczne jakbym ja miał i nic się nie zmieniło. W poprzednim życiu chciałem ja sobie obciąć trzymając kijek mocno zaciśnięty w szczęce pod wpływem wódki, żeby przestać się identyfikować albo wykonywać prace swoim ciałem które nie czułem aby należało do mnie. Teraz mogę się nazwać z rozczarowaniem dzieckiem technologi. 
W tym świecie czyjąś utopia jest zawsze czyjąś dystopia. Utopie są eugeniczne z natury, bo wykluczają. Tylko cyberpunk był dystopijnie seksi dopóki się w nim nie zamieszka. Sprzedaje swoje pomysły zakładając scenariusze za tysiące lat, te najbliższe 50 mnie raczej przerażają. Ci co kontrolują fantazje kontrolują przyszłość. Kolonizować wszystko co zostało zrobione na mnie, rozszerzyć kolonizację na wszystko co niepoznane.

MAURYCY POLEWSKI

maurycy.polewski@dffb.de

+48 571372828