
Gdybym mógł zwołać posiedzenie aby powiedzieć wszystkim ze dostałem się do szkoły filmowej to zrobiłbym to z czystej ekonomii mojego czasu. Zmultiplikowana gęstość rozmów z jaką miałem doczynienia rozrzedziłaby się chyba tylko poprzez wielką aulę uniwersytecką. Nie celowałbym raczej w zapchlony bar, czy posiadówke u mnie w domu, wydałbym pieniądze, żeby to co powiem nie przebrzmiało w miejscach w których się na codzień poruszam, a opuściło mnie, poszło z dymem jak imprezowa salka na osiemnastke. Kupiłbym paluszki i żelki, takie w wielkich pakach, żeby oszczędzić na jedzeniu. W takich sytuacjach najwięcej ucina się z budżetu żywność, a to właśnie ona gilga podniebienia i przekupuje tłum. Jedzenie zyskuje na wartości kiedy jest się poza jego zasięgiem, więc przetrzymałbym tłum do momentu w którym mogliby jeść podczas mojej przemowy, jak w multiplexowym kinie podczas seansu. Przed rozsunięciem kurtyny byłby pokaz wodnej zasłony i prezentacja kilkuwymiarowego dźwięku, tak aby to co powiem dotarło przez każde możliwe wejście w ciele.
Pytania i odpowiedzi byłyby na końcu, każdy mógłby zadać pytanie dotyczące swojej roli w tym precedensie i na ile jego obecność w moim życiu się przydała. Jak to się mówi - przyjaciół poznaje się w sukcesie.
Nadrabialbym zaległości niczym pożyczając zeszyty od koleżanki z klasy która mieszka okno naprzeciwko. Właściwie to ledwo ją znałem, jej pyskówki przebrzmiewały mi w głowie od intensywności i nienawiści z jaką je wypowiadała. Zaczadzony graniem na komputerze mijałem jej mieszkanie z kolegą z klasy o jednej krótszej nodze myślami będąc już w przestrzeni wirtualnego świata. Nie zwracałem uwagi czy dziewczyna ma zapalone światło w pokoju, czy wydobywają się ze środka jakieś dźwięki, bo korygowanie kroku mojego kulawego towarzysza gier było na tyle absorbujące, że nie miałem czasu na analize czyjegoś miejsca zamieszkania.
Właściwie zaczęło się od tego, że inna napuszona koleżanka z klasy powiedziała mi o tym, że ostatnio się izoluje od starych przyjaciół. Powiedziała to jakby głaskała swojego królika którego wabi walcem z ziaren, a ja zareagowałem jakbym był na niego uczulony. Dziewczyna była przyzwyczajona do traktowania wybitnie na poważnie spraw o których ja nie zdawałem sobie nawet wtedy sprawy. Nie byłem sobie w stanie przypomnieć najmniejszej sytuacji w której zawiązałaby się między wspomnianą dziewczyną a mną relacja, poza śmianiem się z siebie za swoimi plecami i strzelaniem w siebie mokrym papierem przez plujkę. Najwyraźniej byłem obrazem przekleństwa który przerodził się w uczucie, bo to dogorywanie nie miało dużo wspólnego ze współczuciem.
Po trzech dzwonkach domofonu zostałem wpuszczony do robotniczej kamieniczki stojącej na najgłośniejszym skrzyżowaniu na dzielnicy, które teraz jest ulicą z ograniczonym ruchem przeznaczona dla rowerów. Nie zostałem odebrany sprzed drzwi, musiałem wejść przez uchylone za którymi czekały mnie następne cztery do wyboru. Z każdego z osobna wydobywały się inne dźwięki.
Trzeci, najmniej wybijający się z tłumu pachniał kosmetykami i brzmiał skrzeczącymi filmikami oglondanymi na przesterowanym głośniku kwadratowego komputera. Brak okien, karteczki i plakaty z bożyszczami nastolatek, oraz fluoresencyjne gwiazdki. Lampa lawa obok zwisającej na kablu żarówki.
